Dlaczego "brzydkie" sneakersy (dad shoes) wciąż rządzą modą?
share
Masywna podeszwa, połączenie siatki, zamszu i plastikowych wstawek, kolory, które trudno nazwać eleganckimi. Jeszcze kilkanaście lat temu takie buty kojarzyły się z ojcem w niedzielny spacer albo z rekwizytem z amerykańskiej komedii. Dziś te same sylwetki stoją na półkach luksusowych butików i w szafach ludzi, którzy o modzie wiedzą naprawdę dużo. Jak "brzydkie" stało się pożądane i dlaczego ten trend wciąż się trzyma?
Skąd się to wzięło?
Za początek fali uważa się rok 2017. W styczniu tamtego roku Balenciaga pokazała Triple S, wielowarstwowy, groteskowo masywny sneaker, który z miejsca podzielił opinie i stał się obiektem pożądania. Kilka miesięcy później Kanye West i adidas zaprezentowali Yeezy 700 Wave Runner, czyli rzecz inspirowaną estetyką butów biegowych z lat 90. Obie premiery wskazały jeden kierunek: grubsza podeszwa, bardziej "techniczny" wygląd i odejście od gładkich, eleganckich sylwetek.
Nie była to jednak rewolucja wymyślona od zera. Wzorcem były prawdziwe, "tatowe" buty: Nike Air Monarch, New Balance 990 czy Fila Disruptor z 1996 roku, czyli modele z lat 90., które przez lata nosili ludzie szukający po prostu komfortu. Moda złapała je wtedy, gdy zmęczyła się wszechobecną gładkością. Do tego doszła estetyka normcore, w której zwykłość i brak pretensji stały się znakiem rozpoznawczym, a w kulturowym obiegu pojawił się obraz Steve'a Jobsa w New Balance.
Dlaczego "brzydkie" działa?
Kontrast zamiast perfekcji.
Gdy wszystko wygląda dopracowanie, wyróżnia to, co wygląda trochę nie tak. Masywny but na tle gładkiego, eleganckiego stroju robi większe wrażenie niż kolejna para minimalistycznych białych sneakersów.
Komfort, który widać.
Gruba podeszwa i warstwy amortyzacji nie są tylko stylem, bo faktycznie robią różnicę podczas całodziennego chodzenia. Wygoda stała się w modzie argumentem równorzędnym z wyglądem.
Nostalgia lat 90. i 2000.
Sylwetki inspirowane biegówkami sprzed dwóch dekad trafiają w gusta ludzi, którzy tamte czasy pamiętają, ale też tych, którzy znają je tylko z archiwalnych zdjęć. Retro ma w sobie przy tym coś bezpiecznego: te modele przeszły już test czasu.
Prawdziwa funkcja za formą.
To, co wygląda masywnie, zwykle jest efektem realnej konstrukcji, a nie dekoracją. Ta autentyczność przekłada się na wiarygodność w oczach kupujących.
Modele, które wciąż trzymają się mocno
Przegląd tego, co dziś najlepiej reprezentuje ten kierunek, dobrze widać w ofercie Secured Stuff.
New Balance 9060, 2002, 1906, 530, 740. To bodaj najlepszy przykład, jak "tatowy" rodowód zamienia się w pożądany look. Linia 9060 czerpie z serii 990, ale przeskalowuje jej proporcje, 2002 i 1906 to retro-biegowe konstrukcje z rozbudowaną amortyzacją, a 530 i 740 mają bardziej pierwotne, "szczupłe" wersje tej estetyki. Stonowane kolory, jak mushroom czy sea salt, sprawiają, że nawet masywny but pasuje do codziennych stylizacji.
adidas XLG Runner Deluxe i Vento XLG. Adidas bierze archiwalne sylwetki biegowe i przetwarza je w nowoczesny, lekko futurystyczny sposób. Zestawienie zamszu, siatki i wyraźnej podeszwy to klasyczny język tej estetyki.
Nike Vomero 5 i Air Max. Vomero 5 jest dobrym przykładem modelu, który z technicznego biegowego buta stał się modową bazą. Zainteresowały się nim nawet projektanci, którzy reinterpretowali go w bardziej eksperymentalnych wersjach. Air Max to z kolei podstawa nie tylko dla fanów retro, ale też dla tych, którzy szukają wyraźnej, widocznej amortyzacji.
Yeezy 500 i 700. Te modele otwierały współczesny rozdział dad shoes na rynku streetwearu i do dziś pozostają ich ikoną, mimo że rynek wokół nich się zmienił.
Salomon, Asics, Onitsuka Tiger. Marki o prawdziwych biegowych i outdoorowych korzeniach, których techniczne sylwetki trafiły do głównego nurtu i dobrze komponują się z estetyką gorpcore.
Jak je nosić?
Podstawowa zasada jest prosta: masywny but potrzebuje równowagi. Najlepiej sprawdzają się szersze spodnie, proste jeansy albo spodnie dresowe, w których nogawka opada na podeszwę i buduje spójną całość. Ciekawie wyglądają też zestawienia z elegancką bazą: lniane spodnie, koszula, lekki płaszcz i masywne New Balance w stonowanym kolorze. Kolorystycznie dobrze trzymać się beżów, szarości i brązów, bo to one najłagodniej łączą masywną formę z resztą stylizacji.
Czy ten trend przeminie?
Dad shoes przetrwały już kilka sezonów, w których przewidywano ich koniec. Część tego uporu wynika z faktu, że to nie jest jednorazowy kaprys wzornictwa, tylko zmiana w tym, czego oczekujemy od obuwia: wygody, funkcji i wyrazistego charakteru. Zmieniają się modele, kolory i proporcje, ale sam kierunek zostaje. Smuklejsze sylwetki wracają, jednak masywna podeszwa nie zniknęła, tylko stała się jedną z dwóch równorzędnych opcji.
Dad shoes rządzą modą, bo łączą trzy rzeczy, których nie da się łatwo podrobić: prawdziwy komfort, autentyczne retro i wyrazisty kontrast wobec idealnie gładkiego stylu. "Brzydkie" przestało być przeszkodą, a stało się znakiem rozpoznawczym ludzi, którzy wiedzą, że w modzie to właśnie odrobina niedoskonałości nadaje charakter.